ŁADNE DZIEWCZYNY KŁAMIĄ NAJLEPIEJ Alison DiLaurentis - zaginiona szesnastolatka, dręczona przez matkę i dręcząca wszystkich wokół. - To ja jestem królową tej szkoły! - krzyczała, aż przestało brakować jej tchu. Wszyscy siedzieli jak myszy pod miotłą, bojąc się długowłosej blondynki o mlecznej cerze. Była zadziorna, z resztą jak jej nos. - Jaka matka, taka córka! - krzyknął jakiś chłopak z tłumu, a dziewczyna stojąc na scenie, opuściła mikrofon. To on. Miał czarne włosy i szeroko się uśmiechał. Wcale nie był uroczy, był odstraszający. Usta dziewczyny rozchyliły się tworząc małe kółeczko, a w oczach widać było strach. Jak najszybciej opuściła scenę, chowając się za kurtyną. - Emily, on tam jest. Czeka na mnie. Nie chcę się teraz żegnać - łzy napłynęły do oczu blondynki, gdy jej przyjaciółka zbliżyła się do niej i gwałtownie pocałowała. - Nie opuszczę cię, aż do śmierci. - wyszeptała Emily dziewczynie w ramię, po namiętnym pocałunku.